Zał./Wył. dźwięku     
Karta QSL 9N7WE Karta QSL 9N7WE

DXpedition   to
Kingdom   of   Nepal

   Znowu Nepal

Widok przez okno z mojego pokoju
   Ciągnie wilka do lasu, a dla mnie Nepal jest jednym z krajów, do których zawsze chętnie wracam. Legenda kraju na dachu świata, jako że tu właśnie leżą Himalaje, była znana już od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Przybliżyli nam ten kraj nasi świetni himalaiści. Podczas ery hippisów - "dzieci kwiatów", Nepal stał się ulubionym miejscem, do którego pielgrzymowała młodzież z całego świata. W swoim czasie "hasz" i "marychę" można tam było kupić oficjalnie z szuflady w sklepiku, który oprócz tego sprzedawał np. dywany.

   Ta era minęła z końcem lat siedemdziesiątych, lecz góry pozostały i wędrówki po odległych od cywilizacji wioskach, do których można dotrzeć tylko pieszo, po kilkunastodniowej wędrówce od najbliższego przystanku autobusowego czy weścia na pięcio- i sześciotysięczniki z kilkudziesięciokilogramowym worem sprzętu i jedzenia są wciąż dostępne dla włóczęgów znużonych cywilizacją Zachodu - wszystkimi komórkami, internetami, samochodami i laptopami, nie mówiąć o mobbingu, bezrobociu, pogoni za zyskiem i zwiększaniem wydajności oraz efektywności.

Bodhnath - największa stupa w Nepalu
Bodhnath - największa stupa w Nepalu
   Pierwszy raz zahaczyłem o Nepal w 1979r. przy okazji włóczęgi po Indiach i od razu przypadliśmy sobie do gustu. Było to moje pierwsze samotne rozpoznanie Azji z tradycją targowania przy zakupach, różnorodnego jedzenia, wielości starożytnych kultur i uprzejmości mieszkańców. Spotkałem wtedy w Kathmandu wyprawę na Lhotse prowadzoną przez Bilczewskiego oraz innego obieżyświata Jacka K. - wagabundę z Poznania. Co ciekawe, spotkałem go potem jeszcze dwukrotnie w następnych latach - raz w Delhi, raz w Beijingu (lub po staremu w Pekinie). Nie utrzymywaliśmy ze sobą w Polsce żadnych kontaktów, nie wiedzieliśmy nic o wyjeżdzie drugiego, w tym samym czasie do Azji, a natknęliśmy się na siebie przypadkowo na dworcu kolejowym w New Delhi i na bazarze w Beijingu (Chiny) - po prostu los nas prowadził. W Kathmadu, w 1979r. mieszkaliśmy wtedy we dwójkę w olbrzymim hotelu młodzieżowym, a naszym współmieszkańcem był szczur - jedno ze świętych zwierząt buddyzmu. Co wieczór składał nam wizytę i sprawdzał, co zostawiliśmy mu w koszu na śmieci. W Kathmandu było wtedy kilkanaście autobusów i rozpadających się taksówek - cały ruch kołowy odbywał się na rowerach i rikszach.

   Te czasy już minęły, podobnie jak cywilizacja "dzieci kwiatów". Do przeszłości należą również moje wysokogórskie wizyty w Himalajach: trekking w Helambu w 1983r., trekking dookoła masywu Annapurny z przejściem przez Thorong La (5416 m npm) w 1985r. i trekking w rejon Everestu z wejściem na Mera Peak (6431 m npm) w 1986r. Chyba jednak nikogo nie zdziwi, że na DXpedition jesienią roku 2003 wybrałem Nepal. Podczas poprzednich wizyt, z powodu małej ilości wolnego czasu, odwiedzałem tylko ojca (zakonu jezuitów) Morana 9N1MM i gościnnie zrobiłem kilka QSO od niego. Teraz cały, prawie miesięczny wyjazd, miał być poświęcony nadawaniu. Drugim powodem wyboru tego kraju do mojej kolejnej ekspedycji były wyniki ankiety wśród polskich krótkofalowców.

Krowy zawsze znajdą w Kathmandu coś na ząb
Krowy zawsze znajdą w Kathmandu coś na ząb
   Już na lotnisku w Pyrzowicach pierwszy dotkliwy cios - za przewóz anteny, która nie zmieściła się w limicie bagażu (20kg) zapłaciłem tyle, ile kosztuje nowa antena! Znowu zysk dla LOTu! Podróż miała trochę skomplikowany i długi przebieg: Pyrzowice - Frankfurt - Bangkok - Kathmandu - Bangkok - Wiedeń - Warszawa - Pyrzowice, za to z dobrym koniakiem w Thai Airways.

   Po wylądowaniu na lotnisku w stolicy Nepalu, wizę dostałem na miejscu, na lotnisku, uiściwszy kilkadziesiąt USD, ale sprzęt radiowy i antenę celnicy zatrzymali w depozycie, do czasu jak dostanę licencję. Po wyjściu na miasto pierwszy szok! Nie brud, hałas, pył i egzotyczne zabytki - o tym wiedziałem. Nowością jest stan wyjątkowy! Wszędzie uzbrojone patrole wojska i policji, zasieki w punktach strategicznych np. przed Ministerstwem Informacji i Komunikacji, gdzie składałem podanie o licencję 9N7WE, na skrzyżowaniach szańce z workami z piaskiem, żołnierze z automatami na dachach świątyń, kontrole dokumentów przy wejściu na pocztę, do banku, do urzędów. Również rewizje osobiste i bagażu. A wszystko to za sprawą partyzantki maoistowskiej, która dokonuje zamachów, strzela do ludzi, a trasy poza miastami kontroluje do tego stopnia, że od grup trekkingowych w górach pobiera "myto" i daje kwit, że jest to pożyczka na walkę z obecną administracją, która to pożyczka zostanie zwrócona gdy maoiści dojdą do władzy!

Za cewkami anteny HF9V widać ośnieżone szczyty
Himalajów (Langtang)
   Przy odbiorze licencji zostałem "skasowany" po 50 USD za pasmo; ponieważ wybrałem 7, 14, 18 i 21 MHz wypadło razem 200$ płatne gotówką i tylko w jednym państwowym banku. Kart płatniczych nie akceptują i nie mają oczywiście bankomatu. Kiedyś istniał zwyczaj wymieniania pieniędzy "na czarno" np. w sklepie z pamiątkami czy w hotelu, ale teraz na skutek stanu wojennego każdy się boi i czarny rynek zanikł.

   Bank wygląda tak, jak tylko to możliwe w Nepalu i paru innych krajach (Togo, Bangladesh, Rwanda). Stary zabytkowy budynek z kamiennymi płaskorzeżbami, zapewne z XIX wieku. Tynk się sypie, brudne zacieki z kilkudziesięciu sezonów deszczów monsunowych. Liczne zakamarki, z toalety w stylu azjatyckim smród ciągnie się na półpiętro, na parterze za to zapach kuchni indyjskiej - strażnicy przygotowują sobie lunch. Odrapane drzwi, ściany niemalowane zapewne od czasu dynastii Malla. W sali operacyjnej lada, za nią kilkanaście lekko połamanych biurek, na oczekujących klientów czeka ławka, podobna do takiej jak u nas w parkach, podobnie wyrzezana kozikami, ach nie - pewnie nożami kukri. Wszędzie pełno segregatorów z aktami: na szafach, na biurkach, na podłodze, na parapecie. W rogu samotny komputer, chyba AT z uruchomioną grą. Tak wyglądał bank państwowy, komercyjne są jednak bardziej zbliżone do naszych sprzed 10 lat.

Czyżby studenci suszyli odzież po oblaniu sesji ?
   Odbiór sprzętu z depozytu nie był sprawą prostą. Celnicy, mimo że miałem już licencję napisaną w ich "robaczkach" czyli w nepali, chcieli abym zostawił depozyt: sto tysięcy rupii nepalskich. Byłem już nawet gotów na to przystać, ale nie miałem tylu rupii, a dolarów nie chcieli. Koniec końców, po kilkugodzinnej dyskusji, wypiciu herbaty (to Azja) przekonałem ich, że nie sprzedam anteny i mojego ICOMa, a oni łaskawie pozwolili mi zabrać sprzęt z zastrzeżeniem, że pokażę go w całości przy wylocie.

   "Welcome Guest House" to przyzwoity hotel w dzielnicy Baneshwar, nieco na uboczu stolicy, za to prawie w centrum doliny Kathmandu, co miało znaczenie jeśli chodzi o emisję fal radiowych - dookoła doliny, w odległości kilkunastu kilometrów od mojego QTH rozciągają się góry, dochodzące do 3000 m npm. W hotelu, zajmującym dwa budynki - razem ok 200 miejsc - byłem jedynym gościem. Po dwóch tygodniach, na 3 dni przybyło małżeństwo Hindusów, a potem na 2 dni młody himalaista ze Szwajcarii. Stan wyjątkowy, bomby i zamachy nie sprzyjają turystyce. Z tego powodu właściciel skłonny był do negocjacji cenowych, ale za to próbował sobie odbić upust doliczając opłatę za energię elektryczną zużywaną przez moje radio.

Charakterystyczna flaga Nepalu na dachu świątyni
Charakterystyczna flaga Nepalu na dachu
świątyni
Czy to zabawa, czy dym ofiarny ?
   Do stawiania verticala, a potem zawieszania dipola na 17m zaangażowani byli wszyscy czterej bezrobotni chłopcy hotelowi. Dzięki temu, że wyszperałem na zapleczu budynku dziesięciometrową tykę bambusową, dipol zawisł dość wysoko. Anteny gotowe. Rozpoczynam pracę... i co się okazuje: słychać "si kju" we wszystkich telefonach w hotelu i okolicy, a internet w sąsiednim domu resetuje się w takt włączania nadawania! Po różnych próbach i naradzie z 9N1HA decyduję się przenieść anteny. HF9V stanie teraz na zbiorniku na wodę, najwyżej jak to możliwe nad dachem. Znowu bakszysz! Podobno nie jest aż tak źle - nie mam wzmacniacza. Jak Baldur nadawał z Thamelu, to w całej dzielnicy nie tylko telewizory odbierały jego nadawanie, ale i światło przygasało!

   Log powoli napełnia się łącznościami, a ja zasypiam z niepokojem, czy już nie przekroczyłem dozy cierpliwości mieszkańców na zakłócenia i czy nie obudzę się z nożem kukri w plecach. To nie jedyny powód do zmartwień. Propagacja jest bardzo słaba, najgorsza w kierunku USA (przez biegun południowy - long path). W zasadzie tylko w niektóre dni i to tylko przez godzinę na 17m było słychać pileup W/K, oczywiście jak zwykle, wtedy wołali też Europejczycy, mimo że mogli przecież zrobić QSO o innej porze. Błędem było wybranie licencji na 7 MHz. Po pierwsze mało było zainteresowanych, bo przecież w Eu najlepsza pora na łączności z Centralną Azją to póżny wieczór, a wtedy ludzie już idą spać. Po drugie moja moc 100W i vertical nie dawały zbyt silnego sygnału. Po trzecie musiałem wstawać o 3-4 nad ranem czasu lokalnego, w hotelu brak pieców, na zewnątrz ok 4-5 stopni (listopad/grudzień) - Kathmandu leży na wysokości Morskiego Oka, okna pojedyncze - słowem: przeraźliwie zimno. Dopiero po kilku takich nocach, wędrując rankiem do centrum zrobić parę zdjęć, odkryłem sklepik z gustownymi piersióweczkami. Od tej pory było nieco raźniej nad ranem...

Tak bywa z krótkofalowcami... dom jeszcze bez okien, ale antena u Suresh'a 9N1HA jest już podłączona do transceivera
Tak bywa z krótkofalowcami... dom jeszcze bez okien, ale
antena u Suresh'a 9N1HA jest już podłączona do transceivera
   Podczas niektórych kolacji (obiadu nie było, ze względu na konieczność przeprowadzania w tym czasie łączności) dotrzymywał mi towarzystwa syn właściciela hotelu. Wiele opowiadał o zwyczajach i stosunkach w kraju. Korupcja większa niż u nas! Prawo jazdy: można zdać egzamin, ale jak ktoś nie ma czasu, może je kupić. Gdy taki kierowca pojawia się na ulicy ...trzeba mieć wówczas sporo szczęścia. Po wypadku drogowym policja sprawdza "stan zamożności" uczestników kolizji i ...winny jest ten, który mniej może dać w łapę. W niektórych hotelach urzędują "panienki" - to jest nielegalne, ale gdy jest inspekcja z policji to nic nie znajduje - oficerowie maja drugi etat u hotelarza. Strach jeżdzić obok patroli wojskowych, ich "kałachy" są gotowe do strzału, a wybojów jest masa...

   Z Tajlandii zawołał Mirek HS0/VK3DXI. Miło było bo wspominał swój pobyt w Kathmandu przed kilku laty. Wówczas na ziemię runął samolot jednego z międzynarodowych przewożników. Nie chciałbym być na miejscu Mirka, który sam miał lecieć kilka dni później.

   Na przeraźliwie pustym paśmie 7 MHz często dodawiali mi otuchy: Kazik SP2FAX i Piotr SP9QMP. Bez nich zginąłbym z nudów albo zasnął, mimo zimna, przy stacji. Generalnie stacje SP dopisały, najbardziej na 18 i 21 MHz. Teraz żałuję, że zamiast 7 MHz, nie nabyłem prawa do nadawania na 24 MHz. Podczas trwania mojej DXpedition było sporo zapytań o to pasmo.

Na teren świątyni Pashupatinath niewierni nie mają wstępu
Na teren świątyni Pashupatinath
niewierni nie mają wstępu
Święta krowa parkuje razem z motocyklami
   Kiedy wychodziłem na dach podstroić antenę, od razu w oknach sąsiednich budynków pojawiali się obserwatorzy. Ja zaś mogłem przez parę bezchmurnych dni ogladać zaśnieżone, ponad siedmiokilometrowej wysokości, szczyty Langtangu położonego ok. 70 km na północ od stolicy. Karta QSL 9N7WE na odwrocie ma zamieszczony taki widok.

   Nepal się komercjalizuje. Dawniej chodziło się, gdzie kto chciał i można było robić dowolne zdjęcia. Teraz wszędzie są posterunki, w wielu miejscach płaci się za wstęp, np.: na Durbar Square, w Patanie, do świątyń, do starego pałacu królewskiego. Ogrodzili kompleks świątyń Pashupatinath razem ze świętą rzeką Bagmati, nad którą odbywają się ceremonie palenia zmarłych, aby pobierać "myto"! Nawet miejscowi, powiązani z biznesem turystycznym, są temu przeciwni, tym bardziej, że opłaty za wstęp zamiast na renowację zabytków trafiają często na odnowienie rezydencji miejscowych notabli.

   Trochę świata widziałem podczas moich wędrówek, ale Kathmandu pod względem zabytków jest jedyne na świecie. Takiej ilości i różnorodności świątyń, posągów, pałaców, płaskorzeźb, skupionych na tak małej przestrzeni nie ma chyba nigdzie na Ziemi. Większość zabytków Kathmandu pochodzi z siedemnastego i osiemnastego wieku. Również etnicznie ludność Nepalu to mieszanka wielu plemion i narodowości, co niekiedy daje doskonałe rezultaty. Kraj jest biedny, ale ludzie mili i przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców, chociaż obecnie na skutek cywilizowania znacznie wzrosła przestępczość i dawne zwyczaje wypierane są przez dostępność telewizji satelitarnej. Znalezienie ciekawych obiektów do zdjęć lub na kartę QSL nie nastręcza żadnego kłopotu.

Pozowany trans - czeka fotograf
   Specyfiką świątyń półwyspu indyjskiego, a zwłaszcza nepalskich, są motywy erotyczne umieszczane na ścianach, bądź wspornikach dachów. Niewątpliwie jest to atrakcja dla zachodnich turystów, bo miejscowa ludność nie traktuje tego jako coś niezwykłego. Pół biedy, gdy ustawia się kolejka westmanów z teleobiektywami do fotografowania motywów z Kamasutry. Gorzej, że świątynki położone bardziej na uboczu stają się obiektem wandali odłupujących co ciekawsze fragmenty do swojej kolekcji. Policja stara się pilnować tych miejsc, ale najlepsi są Gurkhowie - z kukri nie ma żartów!

   Suresh 9N1HA po kilku wizytach u mnie, w hotelu, zaprosił mnie do siebie. Buduje na kredyt piętrowy dom w Dolinie Kathmandu, niedaleko Patanu. Właściwie jest w połowie budowy: są stropy, ściany i drzwi. Brak okien i tynków, ale antena już stoi na dachu, a w jednym pokoju, w którym na razie mieszka z żoną, dwiema córkami i synem, na stoliczku w kąciku, pod wizerunkiem Ganesha, stoi mała radiostacja. Wieczorem odwozi mnie motocyklem do mojego hotelu - na przeraźliwie zatłoczonych (co za zmiana w porównaniu z 1979r.) ulicach Kathmandu to najpraktyczniejszy, chociaż może nie najbezpieczniejszy sposób podróżowania.

   Po uregulowaniu płatności, zrobieniu obowiązkowych zdjęć zabytków (coś do karty QSL), pożegnaniu z rodziną hotelarzy, z którymi dzięki pustce w hotelu naprawdę trochę się zżyliśmy, rikszą motorową udaję się na lotnisko Tribhuvan, gdzie celnicy zapraszają mnie do swojego kantorka i przepytują, jaki sprzęt spieniężyłem podczas moich wakacji w Nepalu.

9N7WE także czasem SP9FIH

Durbar Square w Patanie
Durbar Square w Patanie
Rzeżby smoków, bogów i dzwony spotyka się na każdym kroku















Grunt to zająć ulubioną pozycję na otwarcie
Co dzisiaj będzie na obiad ?















Durbar Square w Kathmandu
Durbar Square w Kathmandu
Jedna ze świątyń Ganesha
Jedna ze świątyń Ganesha















Dlaczego najczęściej są fotografowane
wsporniki dachów świątyń ?
Chyba już wiem...
Chodzącą szafę można spotkać tylko
w Kathmandu

Ten pan w panterce pod drzewem rzeczywiście ma w ręku
"kałacha" - poluje na maoistyczną partyzantkę
Krawiec wychodzi do klientek na ulicę















Pierwsze rupie tego dnia
Przemarsz świętych sadhu
Przemarsz świętych sadhu















9N7WE DXpedition - Welcome Guest House
Welcome Guest House z wielopasmowym verticalem i dipolem
na 17m czyli QTH 9N7WE
To nie trampolina!
Za skrzydłem: ośmiotysięczniki ponad chmurami
















Strona główna | Nepal 9N7WE | Tonga A35WE | Markizy FO/SP9FIH | Australe i Markizy FO0WEG & FO0POM | Peru SP9FIH/OA4 | Alandy SP9FIH/OH0 | Dxpeditions | Kathmandu, Nepal | Ankieta
©  Janusz  Węgrzyn  2005
na początek strony