Karta QSL FO/SP9FIH Karta QSL FO/SP9FIH

Markizy, Moorea i Tahiti
z  radiostacją

   czyli    Walka z komarami, muszkami "nono", końmi i Dx-manami na Markizach

Po zakończeniu ekspedycji w 2000r na Wyspy Australskie i Markizy (FO0WEG i FO0POM) zamierzaliśmy z Rafałem SQ9LR odwiedzić ponownie Markizy, ponieważ zapotrzebowanie na łączności stamtąd było bardzo duże. Ekspedycja została zaplanowana na drugą połowę października 2001.

Tahiti o poranku
Tahiti o poranku


Tym razem pech trochę pokrzyżował nasze plany. Tuż przed wyjazdem okazało się, że Rafał nie dostanie urlopu z powodu nagłych obowiązków w pracy. Poszukiwanie osoby, która mogłaby go zastąpić również zawiodło. Przez pewien czas wydawało się, że pojedzie Janek SP2BMX, dobry operator CW. Brak wizy amerykańskiej, niezbędnej do tranzytu przez lotnisko w Los Angeles pozbawił go jednak szans uczestnictwa. Zły los również nie pozwolił na zabranie wzmacniacza. Chętnych do pożyczenia lekkiego wzmacniacza nie było, natomiast ciężki sprzęt był wykluczony z powodu przekroczenia limitu bagażu w liniach lotniczych.



Szczęśliwie udało się wylądować na głównj wyspie Markizów
Szczęśliwie udało się wylądować na głównj wyspie Markizów

Mimo tych przeszkód zdecydowałem, że pojadę sam zabierając ICOM - 746, 9 pasmowego verticala HF9V oraz sporo drutu do budowy innych anten. W dużej walizce znalazło się też miejsce dla laptopa i niezbędnych narzędzi. Nowym wyposażeniem był zestaw słuchawkowo-mikrofonowy ProSet firmy Heil Sound. Działał tak świetnie, że teraz nie wyobrażam sobie pracy ekspedycji lub stacji kontestowej bez takiego zestawu. Mogłem logować łączności dwoma rękami, a nie jedną jak podczas poprzedniej wyprawy.


Ponieważ w ubiegłym roku poznaliśmy dobrze topografię wyspy Nuku Hiva, (głównie wysokie góry, fiordy, lasy i kilka osiedli w głębi fiordów), wiedziałem, że przy skromnej mocy i braku anten kierunkowych lokalizacja będzie odgrywała istotną rolę. Po kilku konsultacjach i naradach został wybrany płaskowyż Toovii ok. 830 m npm. Znajduje się tam farma, na której można wynająć bungalow. Obiektywnie lepszą lokalizacją jest lotnisko, lecz tam są problemy z mieszkaniem.
Sloper na wędce




Wstępna instalacja anteny HF9V oraz rozpakowanie sprzętu zająły mi wczesny przedświt 23 pażdziernika, a o 16.19 UTC czyli 6.49 czasu lokalnego FO/SP9FIH zaczął rozładowywać pileup z USA i Europy na 10 m. Po kilku dniach pracy zorientowałem się, że otwarcie na EU, zwłaszcza na OK, OM, SP, UT i rejony z nimi graniczące jest bardzo krótkie, a mój sygnał jest bardzo słabo odbierany. Przedpołudnie lokalnego czasu generalnie było niezbyt pracowite (mało stacji wołało w tym czasie) mogłem więc wtedy wypróbować kilka prostych konstrukcji anten drutowych. Najpierw był Long Wire 42m - skośnie zawieszony, zamocowany do 15m drzewa, potem Inverted V oraz Slopery, które okazały się najskuteczniejsze. "Ogródek antenowy" został uzupełniony o dwa slopery na 10 i 15m.



Cały czas trwała beznadziejna, z góry skazana na niepowodzenie walka z komarami i małymi muszkami "nono", które kłują znacznie mocniej od komarów. Środek przeciw komarom szybko się wyczerpał, palenie spiralek antymoskitowych niewiele pomagało, a wyjście na zewnątrz aby dostroić anteny kończyło się kilkunastoma nowymi bąblami. Swędzenie całego ciała ustało dopiero po powrocie do Polski. W czasie jednej z łączności amator z Urugwaju radził wysmarować się olejkiem waniliowym (!), ma to ponoć odstraszać komary.
Wulkaniczne wnętrze Nuku Hiva jest nieco górzyste
Wulkaniczne wnętrze Nuku Hiva jest nieco górzyste




Łączności systematycznie przybywało. Nawet na 80m zostało przeprowadzone 42 QSO w tym dwa ze stacjami EI w Europie! Najlepiej przy tak małej mocy sprawowało się pasmo 10m, gdzie w sumie zalogowałem 3887 łączności. Miłe było spotkanie w eterze z Jurkiem i Wojtkiem - uczestnikami innej polskiej wyprawy na Norfolk VK9N. Również po polsku były robione łączności z niektórymi stacjami W/K, ZL, DL, VE, UA, HA, a nawet JA i 9V1.



Oprócz małych "nono" i komarów kłopoty sprawiały konie z farmy, które upodobały sobie miejsce, w którym stała HF9V do nocnych przechadzek. W efekcie każdego ranka czekało mnie odkręcanie zerwanych radiali i ich lutowanie.



Propagacja układała sę w taki sposób, że o 23.30 czasu lokalnego jeszcze można było robić QSO z Zachodnią Europą na 20m, a potem na 40m z Japonią, więc najczęściej sen zaczynał się po pólnocy. Wstawać należało przed świtem, czyli o 4.30-5.00 czasu lokalnego, bo wtedy była jeszcze propagacja na 80m na USA, a równocześnie otwierało się pasmo 20 i 15m "long path" na Europę.
Jeden z koników, które nocą szalały w okolicy mojej anteny




Niestety przekonałem się, że są operatorzy, którzy w ogóle nie słyszą a podają raport 59. Mają 2-3kW mocy i wiedzą, że są odbierani. Sądzą więc, że będą zapisani w logu. Wcale nie odbierają jaki jest dla nich raport, a mimo to uważają łączność za przeprowadzoną. To powód, dla którego stacjom Eu najczęściej podawałem raporty inne niż tradycyjne 59 i wymagałem potwierdzenia otrzymanego raport. Gdy brak było potwierdzenia - usuwałem łączność z logu. QSO ma przecież polegać na dwustronnej wymianie raportów, a nie na łączności "diodowej" z jednostronną słyszalnością i wykrzykiwaniem "59" mocą kilku kW. Kilka stacji robiło łączność pod różnymi znakami. Było to oczywiste, choć trudne do udowodnienia (ta sama siła sygnału, ten sam region kraju, ta sama barwa głosu, łączności w odstępie 1-3 innych QSO). Uczucie niesmaku, wywołane powyżej opisanymi faktami było tak duże, że zastanawiałem się nad zrezygnowaniem z naszego hobby i nad sensem wszystkich rankingów i współzawodnictw krótkofalarskich.

Jeszcze kilka kilometrów z górki i dobrnę do Taiohae
Jeszcze kilka kilometrów z górki i dobrnę do Taiohae




Tym niemniej jestem zadowolony, że do 10 listopada czyli przez 19 dni przeprowadziłem prawie 12 000 QSO z których dla wielu byłem "new one". Jestem pewny, że zwłaszcza stacje Eu mają niedosyt, propagacja była zbyt krótka, mój sygnał słaby, nie wszyscy mogli zaliczyć łączność na brakujących pasmach. Starałem się robić wszystko, co było możliwe aby zwiększyć ilość łączności z Europą, nawet kosztem innych kontynentów w logu i QSO rate. Często jednak mimo dobrej propagacji na Europę, np. od 2-4 UTC na 20 i 17m bardzo mało stacji wołało mnie - podejrzewam że wybrali sen.



To tylko hobby - pewnie będzie następny raz. Może ze wzmacniaczem, może z dwoma antenami kierunkowymi, może z kilkoma operatorami, może z łatwiejszej lokalizacji. Tym razem dziękuję za pomoc kompanowi z poprzedniej wyprawy SQ9LR, za wsparcie dobrymi radami i dotację - SP7HT oraz za pomoc logistyczną N4PL.
"Dla Ciebie 57, 57, 57, nie 59!"
Malownicza skalista zatoczka Hatiheu
Malownicza skalista zatoczka Hatiheu

















73 !        Janusz   FO/SP9FIH




Relacja z "drugiej ręki" napisana przez Andrzeja SP9ENO:

NUKU HIVA

Zapewne niewiele osób kojarzy tę egzotyczną dla nas nazwę z niewielką wulkaniczną wysepką gdzieś na Pacyfiku, ale już prefiks FO potrafi u wielu osób wywołać reakcję organizmu polegającą na wzmożonym wydzielaniu adrenaliny. To przecież Polinezja Francuska , 130 malowniczych wysepek rozrzuconych na Oceanie Spokojnym. A wiele z nich to osobne kraje w/g listy DXCC.
QTH na płaskowyżu Toovii na Nuku Hiva
QTH na płaskowyżu Toovii na Nuku Hiva


Urlop na takiej wyspie to marzenie. Słońce, czyste wody oceanu, piasek na plaży, błękitne niebo, bujna i wielobarwna flora, urozmaicona i egzotyczna fauna, tubylcy, cisza, spokój, to wszystko co jest potrzebne do wypoczynku. Tę sielską wyliczankę potrafi zepsuć krótkofalowiec dodając natychmiast do tej listy licencje, trx, anteny i inne niezbędne drobiazgi do zamiany urlopu na wyprawę dx-ową.

Gdzieś na początku 1999 roku, w Akademickim Klubie Krótkofalowców przy Politechnice Śląskiej SP9PDF, spotkali się Janusz SP9FIH i Rafał SQ9LR. Warunki w eterze były kiepskie plotkowali sobie o urlopach gdzieś na słonecznych wyspach. I tak urodził się pomysł wyjazdu na Pacyfik.

Janusz SP9FIH swoja przygodę z krótkofalarstwem zaczynał w Dzierżoniowie. Czy ktoś jeszcze pamięta bardzo aktywny klub na początku lat 70-tych - SP6PZB? Potem studia w Politechnice Śląskiej na Wydz. Automatyki i Informatyki i oczywiście noce spędzane w świeżo powstałym SP9PDF. Okres studiów i bezpośrednio po studiach to także możliwość poznawania świata i aktywność krótkofalarska jako SP9FIH/OH0 , SP9FIH/OA4 oraz gościnnie z BY1QH, 9N1MM i 9M2CO.
Zatoka Taiohae z bliska
Zatoka Taiohae z bliska
Rafał SQ9LR /ex SP9UOG/ jest rodowitym gliwiczaninem i jego pojawienie się na Wydz. Automatyki w połączeniu z zainteresowaniem krótkofalarstwem niejako automatycznie spowodowało wstąpienie do uczelnianego Klubu.

Pierwszy wyjazd w 2000r. na Wyspy Australskie FO0WEG pozwolił na zdobycie wielu doświadczeń, pokazał też i uświadomił trudności na jakie natrafia przybysz z dalekiej Europy. Ale nasi podróżnicy czuli niedosyt po pierwszej wyprawie i w związku z dużym "zapotrzebowaniem" na kraje Polinezji Francuskiej postanowili pojechać tam raz jeszcze.

Jako cel wyprawy wybrali tym razem Markizy. Wyspy te leżą 1250 km od Tahiti i rozciągają się na przestrzeni prawie 700km. Są najdalej wysunięte na północ z całej Polinezji, a więc znajdują się najbliżej równika. Są wyspani wulkanicznymi, o gorącym i wilgotnym klimacie ze średnią temperaturą 28 stopni Celsjusza. W krajobrazie dominują wysokie postrzępione granie wznoszące się na Nuku Hiva maksymalnie do 1250m npm. Porastają je bujne lasy tropikalne od strony południowo-wschodniej, a roślinność trawiasta i krzewy od strony przeciwnej.
Marae obok dawnej chaty krajowców
Marae obok dawnej chaty krajowców
Wyspy zamieszkuje ok. 8 tys. mieszkańców utrzymujących się z produkcji kopry czyli uprawy palmy kokosowej i drzewa chlebowego oraz oczywiście ze słońca i wspaniałej roślinności.

Wyprawa została zaplanowana na początek listopada. Następują rutynowe przygotowania, kompletowanie sprzętu, sprawdzanie go, wszelkie formalności biurokratyczne i gdy przygotowania wydają się być na ukończeniu i gdy wydaje się że można by już było zacząć odliczać dni do wyjazdu, pracodawca Rafała informuje go, że nie może dać mu urlopu, ponieważ wydłuża się uruchomienie linii technologicznej, której montaż wypadnie akurat w terminie planowanego urlopu. Nikt oprócz Rafała tego nie potrafi i nie zrobi. No cóż, praca pozwala na zgromadzenie niemałych przecież pieniędzy na wyjazd - o życiu codziennym nie mówiąc - nic nie da się zrobić. Rafał nie jedzie! Cały misternie ułożony plan wali się w gruzy. Dwuosobowa wyprawa to po pierwsze możliwość zabrania większej ilości bagażu, a tym samym większej ilości sprzętu. To szybsze rozłożenie i uruchomienie sprzętu na miejscu. To także możliwość pracy na dwu urządzeniach, nie przerywanie nadawania na przygotowywanie posiłków, spanie na zmianę i wiele innych drobnych i prozaicznych zajęć i czynności, które trzeba wykonać, a które brutalnie i bezwzględnie zmniejszają cenny czas przeznaczony na nadawanie.
Może by tu wybudować sobie daczę


Pomimo tego Janusz nie rezygnuje. Postanawia szukać innego współuczestnika wyprawy i w końcu znajduje go. Okazuje się, że nie ma on, niestety, wizy amerykańskiej. Uzyskanie jej nigdy nie było rzeczą prostą i pewną, a zawsze wymagało dużo czasu i kilku podróży do ambasady amerykańskiej. Na dodatek jest przecież po 11 września i wszystko, co jest związane z podróżowaniem samolotami przez Stany, jest bardziej skomplikowane i dłuższe. A więc wiza jest nie do zdobycia. Można oczywiście zrezygnować z podróży na zachód i lecieć na wschód przez Hong Kong, ale podróż jest droższa i nieoptymalna z powodu licznych przesiadek. Rozważana jest tez koncepcja podróży Janusza przez Stany, a drugiego uczestnika przez Hong Kong, ale zostaje odrzucona. Teoretycznie można tak zaplanować podróż, aby np. spotkać się na lotnisku w Papeete na Tahiti, ale jeden z podróżników musiałby czekać co najmniej pół dnia, a każde nieprzewidziane wydarzenie jak opóźnienie samolotu czy zagubienie bagażu w liniach lotniczych mogłoby opóźnić przybycie na miejsce o dzień. Janusz zostaje więc sam i musi podjąć decyzje: jechać czy zrezygnować? Decyzja nie jest łatwa. Jednoosobowa wyprawa, jak czas pokaże, jest trudna i ryzykowna ale postanawia jechać. Co to oznacza? To przede wszystkim rezygnacja z PA! Jest grudzień 2001r., tuż po wyprawie FO/SP9FIH. Na zewnątrz mróz, zimno jak diabli a my: Janusz, Andrzej SP9NRD i ja (Andrzej SP9ENO) - siedzimy w trójkę w ciepłym pomieszczeniu PDF-u i wysysamy z Janusza historię drugiego, samotnego nadawania z Nuku Hiva.
Na tle grzbietu smoka


Podróż

Do Warszawy zwyczajnie, bez przygód. Ze Stolicy pierwszy skok do Londynu. Zmieniły się zasady przewożenia bagażu. Bagaż podręczny może być tylko wręcz symboliczny, wiec TRX ląduje w bagażu głównym. Limit bagażu przekroczony, skarbnik wyprawy odnotowuje dodatkowy wyciek pieniędzy. Trudno. Start i lądowanie na wyspie mgieł. Pogoda fatalna jak to jesienią i jak to przysłowiowo w Zjednoczonym Królestwie. Ale ogólnie jest sympatycznie - bagaż jest automatycznie przerzucany do samolotu odlatującego lada moment do Los Angeles. I kiedy pasażerowie proszeni są do odprawy Janusz słyszy, że ktoś o dziwnie podobnym do niego nazwisku, proszony jest o kontakt z personelem lotniska. A tam czarnoskóry Brytyjczyk mówi mu z uśmiechem na ustach, że w jego bagażu coś dziwnie dźwięczy, chrobocze i szczęka, a on choć wie, że cały bagaż był dokładnie sprawdzony na lotnisku w Warszawie, to jednak ma nieodpartą chęć obejrzenia go od środka.
I jeśli Janusz mu pomoże, pokazując jak to sprawnie rozpakować, to będzie to na pewno z pożytkiem dla wszystkich. Cóż robić? Dokładnie i precyzyjnie spakowany bagaż jest rozpakowany tylko po to, aby dokładny Brytyjczyk zobaczył druty, dziwne rurki, kable czyli to wszystko co w skrócie nazywamy antenami. Zdziwiona mina, pytanie co to jest i do czego, szybkie wyjaśnienie i wspólne pakowanie. I najważniejsze: że co prawda z kilkunastominutowym opóźnieniem, ale z Januszem na pokładzie i bagażem w samolocie, wystartowali by wylądować w "mieście aniołów" czyli Los Angeles. Tam oczywiście zmiana samolotu i przepuszczenie pasażerów przez bramkę. Przejście Janusza zostało zasygnalizowane dźwiękiem, wiec w nagrodę został poproszony na kontrolę osobistą. Znalezione niebezpieczne przedmioty to mały kluczyk od walizki w kieszeni i sprzączka przy pasku. Nie musi wracać z powrotem tylko może lecieć dalej! Kolejny etap to Papeete, stolica Tahiti i całej Polinezji Francuskiej - Autonomicznego terytorium zamorskiego Francji. Jeden drobny epizodzik - urzędnik ze zrozumieniem patrzy na bagaż, ale zadaje konkretne pytanie czy jest licencja na TRX? Jest! Parę godzin czekania i pojazd powietrzny podobny trochę do sławnego "kukuruźnika" zabiera Janusza do miejsca przeznaczenia. O tym fragmencie podróży Janusz nie chce opowiadać. Mówi tylko, że samo wspomnienie lotu jest już bardzo stresujące, a o samym locie i samolocie lepiej nie mówić.

Pobyt

Lądowanie na wyspie to nie koniec problemów, a raczej początek. Znalezienie dobrego miejsca do nadawania nie jest rzeczą prostą. Wyspa jest pochodzenia wulkanicznego i stąd ukształtowanie terenu trochę przypomina norweskie fiordy. Osady ludzkie, znakomita większość hotelików i innych miejsc noclegowych zlokalizowana jest - co wydaje się normalne - nad brzegiem morza lub w dolinach nad brzegiem głębokich zatok. Ale taka lokalizacja, ze względu na stosunkowo wysokie grzbiety górskie, ogranicza nadawanie do jednego wąskiego i przypadkowego kierunku. Trzeba więc było zacząć pracę wyprawy od poszukiwania takiego miejsca do nadawania, które umożliwiłoby kompromisową aktywność na wszystkie strony świata.
Moorea - każdy fotografuje zatokę Cook'a
Moorea - każdy fotografuje zatokę Cook'a
Jak się wydaje najlepszym z możliwych miejsc mógłby być mały, korzystnie położony płaskowyż, na którym było lotnisko. Nadawanie z samego lotniska raczej nie wchodziło w rachubę. Ale na wyspie, na której prądu jest jak na lekarstwo i jest uzyskiwany z mniejszych lub większych generatorów lokalnych, zorganizowanie stanowiska do nadawania nawet kilkaset metrów od takiego generatora jest jednoznaczne z postawieniem swojego. Do tego byłby potrzebny jakiś stolik, krzesełko, kawałek dachu do ochrony przed deszczem, parę beczek paliwa do generatora, ......

Podczas podróży z lotniska do Taiohae, centrum administracyjnego wyspy, Janusz odkrywa farmę położoną na płaskowyżu, będącym jak się wydaje, fragmentem dawnego krateru wulkanu. Jest on na tyle płaski i otwarty, że rokuje nadzieję na udane nadawanie. Znajduje się na wysokości ok. 830m npm, a grzbiet górski osłaniający go jest na tyle daleko, że nie powinien zbytnio przeszkadzać . Ale co najważniejsze farma ma własne zasilanie funkcjonujące całą dobę.

Negocjacje z właścicielem farmy zostają uwieńczone sukcesem. Co prawda mówi on tylko po francusku, a Janusz preferuje angielski. Okazuje się, że znany im język rąk i parę wyrazów podobnie brzmiących w każdym języku pozwalają na dogadanie się. Turysta z Europy zostaje zakwaterowany w pokoju z prądem, jedzenie zabezpiecza kucharka z farmy, za oknem piękna trawiasta łąka aż prosi o postawienie anten. Tylko mało wyrozumiały zegar biologiczny sygnalizuje, że choć na wyspie jest środek dnia, to w dalekiej Polsce jest właśnie północ i wypadałoby chociaż chwilę się zdrzemnąć.
Moorea
Moorea


Więc do roboty. Na pierwszy ogień idzie vertical postawiony tuż za oknem na odległość odciągu i za chwilę podłączony ICOM 746 ożywa. Pierwsze minuty to nerwowe obracanie gałką i szybka ocena: co, gdzie i jak słychać. Słychać wszystko, również Europę - można nawet lekko przesadzając powiedzieć, że słychać brzęczenie muchy w Europie. Niestety, w druga stronę jest o wiele gorzej. Na ile gorzej niech powie ocena Kazika SP2FAX: "Przez całe godziny sygnały z Markizów były u mnie dobre na wielkich antenach przy braku sygnału na 3 elementach co chyba oddaje całą trudność sytuacji". I opinia Janusza: Europa centralna, a dokładniej takie kraje jak np.: UU, UA3, SP, OM, OK, HA, część DL i OE przy tej mocy i antenach były trudne do zrobienia. I ponownie Kazik SP2FAX: "W efekcie QSO z Januszem FO/SP9FIH można było robić z pozycji SP tylko przy dużych antenach, najlepiej sfazowanych. Muszę jednocześnie stwierdzić, że słuchając pracy Janusza przynajmniej kilkadziesiąt godzin /to w końcu polska wyprawa/ nie zanotowałem przypadku braku odpowiedzi na czyjekolwiek wołanie, niezależnie od pasma. Każdorazowo reakcja Janusza była bezbłędna i natychmiastowa. ....... Reasumując, z całą odpowiedzialnością wyrażam opinię, że aby aktywność z tego rejonu przyniosła dobry skutek, to dla większości terenów europejskich musi być spełniony przynajmniej jeden z warunków od strony ekspedycji - moc min. 500W lub antena kierunkowa, a najlepiej oba, szczególnie dla stacji po naszej stronie, wyposażonych w anteny drutowe i verticalne". Tylko te 500W i anteny 3 elementowe zostały niestety z Rafałem SQ9LR w Gliwicach. Byłby pewnie też problem z użyciem tych 500W gdyż generator na farmie dostarczał napięcie o dużych wahaniach. Nie przeszkadzało to transceiverowi gdyż był zasilany z zasilacza impulsowego. Z zasilaniem PA byłoby pewnie gorzej.
Ale upał!


A wiec wiadomo już, że w Europie słychać go słabo. Postanawia więc w chwilach gorszej propagacji poeksperymentować z antenami. Ponieważ na 6m jest cisza, przerabia dipol z tego pasma na sloper na 10m. Efekt jest zadowalający, więc z luźnych drutów dorabia jeszcze sloper na 15m. Jeszcze próba z Longwire, ale bez większych efektów. Po dwóch dniach pojawia się kłopot z końmi - trzeba regularnie sprawdzać wszystkie rozciągnięte druty, bo teren za oknem upodobały sobie konie na nocne przechadzki. Codziennie rano musiał lutować pozrywane odciągi od HF9V.

Pojawiają się też inne atrakcje: Jedzenie dla wszystkich mieszkańców na farmie przygotowywała kucharka - Polinezyjka. Było bardzo smaczne. Podstawowa dieta tubylców /przynajmniej tych z farmy/ to: jajka, mięso wołowe, kurczaki, ryby na wszystkie sposoby - w tym i surowe - kawa, woda, soki, owoce. Bywały jednak dni kiedy kucharka była nieobecna i zastępował ją również tubylec -były żołnierz Legii Cudzoziemskiej. Ten preferował jedzenie niedogotowane i niedopieczone. Befsztyk był zawsze lekko przypieczony ale i krwisty, jajka sadzone były prawie surowe, a kurczak niedogotowany i twardy jak dębowe drewno. Wszelkie prośby czy sugestie o dopieczenie potraw nie odnosiły skutku. Zresztą trudno prosić językiem gestów. Jedynie kawa wychodziła mu przyzwoicie. Wszelkie problemy z porozumiewaniem się były rozwiązywane dzięki dobrej woli i językowi ciała, ale zdarzały się sytuacje kiedy trzeba było dogadywać się precyzyjnie i jednoznacznie. Wtedy właściciel farmy dzwonił do najbliższej osady, w której mieszkała dwujęzyczna Australijka, przekazywał jej problem po francusku i oddawał słuchawkę Januszowi. On wysłuchiwał tekst po angielsku, odpowiadał, oddając słuchawkę właścicielowi... i tak do ostatecznego dogadania się.
W porcie Papeete
W porcie Papeete


Płatności na farmie były regulowane gotówką. Najbliższy bankomat był w banku wielkości polskiego kiosku Ruchu, w osadzie odległej o godzinę drogi jeepem. Janusz jako stary turysta, postanowił wybrać się na pieszą wycieczkę. Pogoda była ładna, wiec założył sobie, że załatwi wszystko i zdąży wrócić na farmę na obiad. Okazało się jednak, że zejście trwało około 4 godzin i powrót pieszo na obiad był już niemożliwy. Postanowił więc wynająć taksówkę. Ale okazało się, że wszystkie taksówki są na lotnisku odległym o 1,5 godziny drogi, przylot samolotu jest opóźniony i taksówki mogą wrócić najwcześniej za 2 lub 3 godziny. A wiec z obiadu nic nie będzie - trzeba powalczyć o kolację. Co prawda z powrotem droga wiedzie pod górę ale innego wyjścia nie ma, trzeba wracać pieszo. Po godzinie marszu dogania go ciężarówka i zabiera. Ale po przejechaniu kawałka drogi zapala się silnik i samochód staje. Gaszą ogień, ale to koniec jazdy. Kierowca zostaje, a Janusz rusza dalej. Do farmy dociera około 20. Po kolacji nie ma już śladu i żal straconego całego dnia. Noce też nie należą do przyjemnych. Choć do równika nie jest daleko, bywają bardzo chłodne na tej wysokości. Przydaje się wtedy kurtka jako dodatkowe przykrycie. A ponieważ klimat jest tropikalny a wilgoć wszechobecna , jest to raj dla wszelkiego rodzaju muszek, komarów i karaluchów wielkości pół dłoni. Po pokoiku grasują też mrówki, ćmy i osy latające dostojnie jak duże ważki. Aby więc spać bezpiecznie i zostać mało pogryzionym trzeba przykrywać się z głową, a w czasie strojenia anten, gdy słońce stoi pionowo w zenicie - również przykrywać głowę.

Rezultaty

I tak mija dzień za dniem i noc po nocy, często mało przespana, bo na 80m i 40m też były skedy, a po nich rozpoczynał się pile-up. Nadchodzi pora na podsumowanie dokonań, pakowanie sprzętu i szukanie transportu na lotnisko. Podczas pobytu na Markizach Janusz przeprowadził około 12 tys. QSO pod znakiem FO/SP9FIH. Porównywanie się z innymi nie zawsze ma sens, ale wiosenna czteroosobowa wyprawa z DL, dysponująca dwoma PA i antenami kierunkowymi przeprowadziła niecałe 6 tys. QSO z QTH położonego nad zatoką w północnej części wyspy. To świadczy przede wszystkim o tym, jak ważny jest wybór właściwego miejsca do nadawania i jak bardzo na końcu świata leżą Markizy! Janusz 180 QSO / niestety tylko/ przeprowadził ze stacjami SP, co daje ok. 1,5 %. Europa - 14% , W - 51% , JA - 20% , reszta to reszta świata. Amerykanie mówili, że jak ktoś ze Stanów nie zrobił z nim łączności, to zapewne nie było go w domu, albo po prostu nie chciał.
A na pamiątkę...
Droga do pensjonatu w Papeete
Droga do pensjonatu w Papeete















Na zakończenie spotkania pytamy Janusza: gdzie, z kim i kiedy następna wyprawa? Uśmiecha się i mówi, że dowiemy się o tym jako drudzy.

Spisał: Andrzej SP9ENO


Strona główna | Nepal 9N7WE | Tonga A35WE | Markizy FO/SP9FIH | Australe i Markizy FO0WEG & FO0POM | Peru SP9FIH/OA4 | Alandy SP9FIH/OH0 | Ankieta
©  Janusz Węgrzyn  2005-2016
na początek strony